Moi stali goście

piątek, 27 września 2013

Londyn z polsko -chińskim ślubem w tle


Nareszcie week-end.
Czasami tydzień jakoś zleci, a czasami tak się wlecze, że strach.
Wraz z oczekiwanym wolnym chwila wytchnienia i czas by co nie co Wam opowiedzieć.

Jak sam tytuł posta brzmi,
domyślacie się zapewne gdzie mnie poniosło.
Tym razem nie tylko były to odwiedziny u rodziny, 
ale zaproszenie na ślub.
Od tego się zaczęło.



Takie przyszły do nas zaproszenia.
Dla nas Polaków dość nietypowe, choć by ze względu na kolor.
W kulturze chińskiej kolor czerwony jest symbolem szczęścia, powodzenia i miłości.

Kiedy już wiedzieliśmy, że polecimy na ten ślub powstał temat prezentu ślubnego.
Co by tu kupić polsko - chińskiej parze młodych.
Tu tu znów pomocny okazał się 
Zamówiliśmy imiona młodych.




Przepraszam za jakość tych zdjęć, ale były robione w ostatniej chwili.

Dzięki Winnie i Bibi, 
którzy zgodzili się na udostępnienie zdjęć z ich uroczystości,
możecie zobaczyć czego byliśmy świadkami w ubiegłym tygodniu.
Zapraszam do oglądania.
Tradycyjny strój, tkanina ręcznie haftowana, szyte na miarę.

Poduszki, na których młodzi klękali na błogosławieństwie.
























Soho, chińska dzielnica Chinatown,tam odbyło się wesele,
jednak zupełnie odmienne od naszych hucznych zabaw,
bo bez toastów,bez tańców i śpiewów.
Kolacja w towarzystwie cichutkiej muzyki. 
  






Muszę przyznać, że była to wyjątkowa uroczystość
i niezwykle wzruszająca ceremonia ślubna. 

I żyli długo i szczęśliwie...
oby :-)

Na koniec zapraszam na króciutki spacer po mieście.









To wszystko na dziś.
Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam

2 komentarze:

  1. Niesamowite,jednak pewna egzotyka,bo z pewnościa jest wiele zaskakujących elementów.Prezent fantastyczny wybrałąś-na lata !

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobał się napis Parze Młodej?

    Pozdrawiam Iz

    OdpowiedzUsuń